W latach 1865-1867 proboszczem w Szerzynach (a następnie w Kołaczycach, gdzie został pochowany) był ks. Leopold Textorius. Po jego śmierci w krakowskim dzienniku ,,Czas” ukazało się pośmiertne wspomnienie dotyczące jego osoby. Poniżej znajduje się tekst, który ukazał się 24 marca 1885 r. Pisownia została zachowana w języku w jakim ukazała się w dzienniku:
,,Szlachetność duszy i najwierniej spełnione obowiązki stanu godne są, aby chociaż krótkiem wspomnieniem podane zostały szerszej publiczności, a tem samem, aby odebrały zasłużoną zapłatę ziemską. Szlachetność ta i wierne spełnienie obowiązków, były zespolone z życiem ś. p. X. Leopolda Textorisa, proboszcza Kołaczyckiego. Zmarły pochodził z familii węgierskiej, osiedlonej w Polsce po otrzymaniu indygenatu i przydomku Strzeżenieckich. Urodził się roku 1822 w Prokocimie pod Krakowem, gdzie ojciec jego był urzędnikiem komory celnej. Ukończywszy studya gimnazyalne i filozoficzne w Przemyślu i Lwowie, wstąpił do seminaryum duchownego w Tarnowie. W r. 1846 był na liście politycznie proskrybowanych, musiał zatem przerwać studya teologiczne, po amnestyi jednak wstąpił na nowo do seminaryum, gdzie wyświęcony, pełnił rok jeden obowiązki wikarego w Radłowie. Gdy jednak ś. p. Piotr Michałowski, senator Rzeczypospolitej krakowskiej, założył dom przytułku dla chłopców krakowskich, powołanym został X. Textoris na kierownika i był niejako współfundatorem moralnym zakładu,— który dzisiaj tak prosperuje pod imieniem zakładu św. Józefa opuszczonych chłopców. Potem był niejaki czas przy kościele św. Floryana na Kleparzu, a nareszcie władza duchowna i świecka mianowała go dyrektorem i katechetą szkoły klasztornej i kursu pedagogicznego żeńskiego przy kościele św. Jana, gdzie pracował z wielką korzyścią dla szkoły, która ówczesny rozwój jemu prawie zawdzięczać może, oprócz bowiem kierownictwa i nauki religii udzielał także innych przedmiotów, których głębsza znajomość nie była mu obcą, w uprawie bowiem nauk powszechnych znajdował jedyną przyjemność. Znaną był osobistością w Krakowie i wielce poważaną. Aby być bliżej ludu i natury, którą namiętnie miłował, przyjął probostwo w dyecezyi przemyskiej najpierw w Szerzynach, a potem w Kołaczycach. Tu dopiero zaczyna się pełna zasług praca kapłańska, – na glebie urodzajnej, jaką jest średnia klasa w miasteczkach, gdzie duch nawskróś religijny, karność utrzymana dawnemi cechami i patriotyzm kwitnie w pełni. Szczególnie Kołaczyce odznaczają się temi przymiotami, nie są bowiem zdemoralizowane zepsuciem, jakie zawsze wynika z przepełnienia miast żydowską ludnością i stacyonowaniem wojska. Jął się też pracy szczerze. Sam znawca muzyki i artysta na skrzypcach zbierał młodzież męską i żeńską doroślejszą w chwilach wolnych od pracy, ćwiczył ją w śpiewie kościelnym, tak, że najdokładniej wykonywała ona chóry i pieśni kościelne na cztery głosy mieszane. Przy każdej sposobności zaszczepiał miłość Ojczyzny w ludności i rozbudził poczucie narodowe przez opowiadania o królach, mężach i wypadkach sławnych z dziejów naszych. To też trzeba było widzieć, z jakim entuzyazmem obchodziła ludność Kołaczyc rocznicę 200-letnią zwycięztwa pod Wiedniem. Dzień ten był dla nich jakby Wielkanocą lub Bożem Narodzeniem. Zamiłowany w szkolnictwie, chociaż zwyczajnie bywa przy parafii wikary, sam nieboszczyk chodził na naukę do szkoły, a przytem, jako dobry rysownik i malarz, udzielał w szkole rysunków, zastosowanych do różnych rzemiosł. Będąc znawcą sztuki wogóle i malarzem, gustownie odmalował kościół, przyozdobił obrazami własnego pędzla, a nawet wszystkie kościoły w okolicy posiadają obrazy jego. Dla swego wyższego wykształcenia i zacności charakteru, powszechną cieszył się czcią w całej także okolicy, tak u duchowieństwa, jak i u obywateli. Z wpływowym obywatelem, a obecnie marszałkiem powiatu p. Kotarskim z Brzysk, jeździł w delegacyi do Wiednia, w celu wystarania się o gimnazyum dla Jasła, za to też z wdzięczności Jasło zrobiło go swoim obywatelem honorowym. Zawsze odznaczał się miłosierdziem, szczodrobliwością, a szczególniej teraz, gdy Kołaczyce pożar zupełnie obrócił w perzynę, był dla mieszkańców prawdziwie opiekunem i ojcem, hojnie z własnej kieszeni ich obdarzając i rozpisując w imieniu ich prośby o wsparcie, — udzielając rady i pociechy. Będąc nadzwyczaj miłosiernym, a do tego żyjąc życiem zawsze poetycznem i naukowem, mało dbał o potrzeby materyalne, dlatego też nigdy nie opływał w dostatki, a nawet po większej części narażonym był na kłopoty pod tym względem. Po śmierci nie zostawił żadnej sumy pieniężnej, tak, że najmniejszych potrzeb pogrzebowych nie było za co zaspokoić. Pięknie postąpiła zwierzchność miasta, że własnym kosztem urządziła bardzo wystawny pogrzeb, odwdzięczając się w imieniu miasta swemu pasterzowi za pracę i opiekę. Śmierć tak zacnego kapłana wywołała powszechny żal w całej okolicy i wśród parafian, – którzy uważają śmierć proboszcza swego po gradzie i pożarze, jako trzecią klęskę powszechną, którą ich Bóg dotknął w jednym roku. Mnóstwo ludu, wielka liczba obywatelstwa na czole z starostą jasielskim p. Gabryszewskim i marszałkiem powiatu p. Kotarskim, 30 kapłanów, było zasłużoną manifestacyą czci i szacunku przezacnego kapłana, dobrego pasterza, godnego obywatela i nieskazitelnego człowieka. Zwłoki na cmentarz eksportował X. Kolbuszewski, dziekan brzostecki, honorowy kanonik kapituły przemyskiej i proboszcz z Jodłowy. W kościele przema wiał X. Fiszer, proboszcz z Tarnowca; nad grobem X. Sękowski, dyr. kat. szkoły staniąteckiej, czcząc zasłużonemi pochwałami cnoty zmarłego. Byłe uczennice zmarłego ze szkoły i kursu pedagogicznego przy kościele św. Jana w Krakowie, oraz bliżsi znajomi uczciliby pamięć zmarłego przez datki na wystawienie, chociażby najskromniejszego, pomnika na grobie zmarłego. Zbieraniem tychże i wystawieniem pomnika zajmie się X. A. Sękowski, dyr. szkoły w Staniątkach, poczta Niepołomice.„
